14.07.2018

Ekspresowy mus samoopalający ST.Moriz /Strefa urody



Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, by dziś rozłożyć koc i opalić ciało w ciepłych, intensywnych promieniach słońca. Domyślam się, że moja skóra zbliżona swym odcieniem do śnieżnej bieli, wyglądałaby zdecydowanie korzystniej po kilkugodzinnym uprawianiu tak popularnego w PL #smażing-plażingu. Jednak zdrowy rozsądek i moja niechęć do tego typu działań sprawia, że jak co roku częściej rozglądam się za preparatami samoopalającymi, niż za promieniami słonecznymi. Dlatego w dzisiejszym poście słów kilka o samoopalającym musie ST.Moriz.


 Brytyjska marka ST.Moriz specjalizuje się w produktach samoopalających i brązujących zarówno do ciała, jak i twarzy.
Ich wysoką jakość i doskonałe efekty działania potwierdzają zdobyte nagrody, otrzymywane za rewolucyjne formuły, które zapewniają komfort idealnie opalonej skóry przez cały rok.

– St. Moriz Professional –

   
Linia profesjonalna jest przeznaczona dla wszystkich, którzy poszukują profesjonalnych produktów w przystępnej cenie. Łatwe w użyciu formuły pozwalają na uzyskanie opalenizny w naturalnych odcieniach, dbając równocześnie o zdrowie skóry, dzięki zawartości składników pielęgnacyjnych.


Po pierwsze, co u mnie jest novum, to aplikacja za pomocą miękkiej rękawicy (LINK). Nie wiem jak wcześniej mogłam nakładać samoopalacze bez jej użycia. Co prawda zawsze z uwagą i starannością zmywałam dłonie i czyściłam paznokcie oraz przestrzenie między palcami za pomocą szczotki, niemniej zawsze istniało ryzyko plam czy odbarwień. Tutaj zapominamy o wszystkich tego typu niedogodnościach. Wyciskamy po prostu odpowiednią porcję produktu na rękawicę, okrężnymi ruchami nakładamy na ciało (przed uprzednim wykonaniem peelingu), a następnie brudną rękawicę zmywamy letnią wodą. Za każdym razem szybko i do czysta. Coś fantastycznego! Jeśli macie/miałyście kiedykolwiek obawy związane z nakładaniem tego typu produktów, to takie rozwiązanie jest dla Was! 

   

Druga sprawa, nieco łącząca się z pierwszą, to skład produktu, a dokładniej składniki naturalne i organiczne, które pielęgnują skórę i ułatwiają rozprowadzanie musu po skórze:

Aqua (Woda), Dihydroxyacetone, Propylene Glycol (glikol propylenowy), Ethoxydiglycol, Cocamidopropyl Betaine, Polysorbate-20, Sodium Chloride (chlorek sodu), Parfum (Fragrance), Coco-Glucoside (kokoso-glukozyd), Glyceryl Oleate (oleinian gliceryny), Tocopheryl Acetate (octan tokoferylu), 2-Bromo-2-Nitropropane-1, 3-Diol, Glycerin (gliceryna), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (uwodorniony olej rycynowy), Olea Europaea (Oliva), Fruit Oil (olej owocowy), Citric Acid (kwas cytrynowy), Potassium Sorbate (sorbinian potasu), Sine Adipe Lac (barwnik soli sodowej), Sodium Benzoate (benzoesan sodu), Tocopherol (tokoferol), Hydrogenated Palm Glycerides Citrate (uwodorniony gliceryd palmowy), Citronellol, Coumarin, Eugenol, Butylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone, Cl 16035 (Red 40), Cl 19140 (Yellow 5), Cl 42090 (Blue 1).

 

Trzecia i ostatnia kwestia, to brak uciążliwych i typowych dla samoopalaczy zapachów. 
W przypadku produktów ST.Moriz jest on przyjemny i delikatny.


APLIKACJA: 


Pianka, którą posiadam jest w kolorze Medium (występuje również w odcieniu ciemnym - Dark).  
Po nałożeniu preparatu, skóra wygląda na dość intensywnie opaloną, jednak po kilku godzinach (im dłużej produkt pozostaje na skórze, tym opalenizna jest bardziej intensywna), po zmyciu kolor jest ładniejszy, bardziej naturalny i nie taki intensywny jak wcześniej. Pianka pięknie wygląda na nogach i rękach, na twarzy wolę aplikować balsam Vita Liberata. Wydaje mi się, że po piance bardziej widoczne są pory na twarzy i skóra jest bardzo ciemna, jednak na ciele spisuje się fantastycznie! W zależności od częstotliwości i intensywności stosowania w późniejszym okresie peelingu na skórę, samoopalacz utrzymuje się około 1 tygodnia. Schodzi w miarę równomiernie i nie brudzi ubrań. Na plus zaliczyć należy szybką wchłanialność, dzięki czemu zaraz po aplikacji możemy założyć ubranie.


Jeśli miałabym podsumować piankę samoopalającą ST.Moriz, to uważam że jest to fantastyczny produkt. Doskonale sprawdzi się w ciepłe dni, zastępując długi i niebezpieczny czas jaki spędzamy na słońcu.  

 Cena: 49 zł./200ml. (obecnie w promocji 39 zł.) (LINK)


 Dostępność: strefaurody.pl


 
 
Znacie ten produkt? Lubicie? Koniecznie dajcie znać!

Pozdrawiam!



10.07.2018

Czy jesteś w stanie wcisnąć przycisk RESET?? / Wakacje bez Internetu!




Wakacje bez elektronicznych gadżetów? 
A co z mapą, selfie, e-mail i instagramem?? 
Czy w świecie wszechobecnych technologii w ogóle możliwe jest wylogowanie się na tydzień lub dwa??

___________________________________________________________

Z jednej strony technologie ułatwiają nam życie, ale z drugiej - staliśmy się ich niewolnikami. Dzięki nim jesteśmy dostępni na końcu świata. Po co? Żeby trzymać rękę na pulsie, udowadniać swoją przydatność, zarabiać więcej, albo być na bieżąco z nowinkami. Dziś nie wystarczy wyjechać, żeby uwolnić się od pilnych spraw, co więcej, niewiele osób chce się od nich uwolnić. Wybierając miejsce na urlop, najpierw sprawdzamy, czy jest tam Wi-Fi. Perspektywa braku dostępu do sieci budzi niepokój i pustkę. Nie potrafimy odpoczywać, odciąć się od obowiązków, pobyć ze swoimi myślami...

***
Najwięcej problemu z odpoczynkiem mają perfekcjoniści i ludzie, którym trudno jest oddać kontrolę, bo chcą mieć panowanie nad wszystkim dookoła. Zabierają na urlop laptopa i nawet siedząc pod palmą, informują o zmianach, raportują, meldują... Za wakacyjny sukces uznają fakt, że nie robią tego przez 6 godzin dziennie, a przez dwie.  
Praca na urlopie to nie grzech, to rabunkowa gospodarka wobec siebie samego!  
Procesy uwagi i kontroli, które powinny być w tym czasie resetowane, pracują nadal. To tak, jakby nie oddawać samochodu do mechanika, tylko wlewać do niego nadal podłą benzynę i słuchać jego nasilającego się warkotu silnika. Rachunek nie przyjdzie od razu, ale za kilka lat życie nas rozliczy z błędów młodości.
Nawet jeśli masz u boku relaksującą książkę, świeci słońce, a w tle słyszysz szum morskich fal, pojawia się pytanie: co robią moi znajomi? Czy ktoś wrzucił nowy vlog? Będę miał tyle zaległości... Znasz to, prawda? To niepokój z tyłu głowy, który trudno zresetować. Dlaczego? Ponieważ jesteśmy uzależnieni od technologii! Przekonanie, że coś nas omija, nie pozwala nam odpocząć, czyli ,,serwisować" głowy. Nie można pozbyć się tych myśli, ani za sprawą większej ilości alkoholu, ani codziennej obecności na basenie. Nie ma wtedy znaczenia, czy jesteśmy nad oceanem, na nartach, czy na obozie - pełny wypoczynek i tak się nie uda. Wyciszymy się, odpoczniemy fizycznie, ale nasza psychika nadal będzie pracować/planować na wysokich obrotach. Kiedyś zdjęcia z wakacji wkładaliśmy do rodzinnego albumu i były one dla nas pamiątką na lata. Dzisiaj liczą się lajki pod selfie i zazdrość znajomych, która nas podbuduje.

________________________________________________________

Jak zatem odpoczywać?

Nie ma jednego sposobu na udany wypoczynek, ponieważ zależy on od temperamentu i możliwości. Nie jest powiedziane, że ten nad Morzem Śródziemnym będzie lepszy niż nad jeziorem Mamry. Jedno jest pewne - żeby odpocząć, trzeba odciąć się od spraw i zadań życia codziennego. Można to zrobić wszędzie, nie zapewni tego luksusowa wycieczka, bo to kwestia umowy z samym sobą. 
Nowoczesne rodziny to nie te, które mają najnowsze iPhony, ale te, które dbają o bliskość. Podczas wakacji nie robią selfie, tylko fotografują aparatem, nie zaglądają na portale społecznościowe, żeby obwieścić, co zjedli i jacy są szczęśliwi. Oni po prostu są szczęśliwi w swoim towarzystwie! Wspólnie spędzony czas buduje więź, daje poczucie bezpieczeństwa. 

________________________________________________________

Na co dzień nie myślimy, że te wszystkie technologiczne gadżety bodźcują nas nieustannie i dostarczają zbędnych informacji, zaśmiecając głowę niepotrzebnym. Często nie mamy świadomości, że sięgamy po nie, po to, żeby doznać ulgi spowodowanej napięciem w pracy czy relacjach. Pobyt w internecie traktujemy jak relaks. Tymczasem zanurzenie się w sieci nie przynosi wyciszenia - jest dokładnie odwrotnie. Dowiadujemy się, że właśnie zmarło dziecko, młody człowiek zginął w wypadku, a od promieni słonecznych możemy dostać raka. Wszystko to są newsy, puste kalorie, które zanieczyszczają twój układ nerwowy, nie pozostawiając niczego w zamian. A nie lepiej byłoby, gdybyś ten czas poświęcił na patrzenie na morze czy ptaki?



Czy potrafisz w okresie wakacyjnym wcisnąć w swoim laptopie/telefonie przycisk ESC?


 Zaduma... to jedyne oderwanie się od świata...



07.07.2018

MASCARA RIMMEL WONDER'FULLY REAL



 Względem tuszy do rzęs jestem bardzo wymagająca. W moim codziennym makijażu to właśnie rzęsy odgrywają kluczową rolę. Jaka według mnie powinna być więc idealna mascara? Powinna pogrubiać, rozdzielać, nie rozmazywać się i nie kruszyć, powinna wytrzymać na moich rzęsach w nienaruszonym stanie przez cały dzień! 


Jakiś czas temu blogosferą zawładnęła Mascara z dodatkiem olejku arganowego Rimmel Wonder'full. Wiele blogerek pisało o niej bardzo pozytywne opinie, dlatego dzisiaj postanowiłam sięgnąć po jej bliźniaczą wersję RIMMEL WONDER'FULLY REAL z keratyną.


,,Kremowa, intensywnie czarna formuła , wzbogacona o kombinację wosków, polimerów oraz odbudowującą, odżywiającą i nawilżającą Keratynę, idealnie pokrywa nawet najkrótsze rzęsy i wytrzymuje na nich przez cały dzień, bez rozmazywania się i kruszenia.
Pomaga jej w tym szczoteczka Wonder Precision, zaprojektowana specjalnie po to, by wydłużać rzęsy i nadawać im niespotykanej objętości. 
Maskara Wonder'fully Real to piękne, długie i gęste rzęsy bez efektu sztuczności!"


Pierwsze wrażenie: 

Jestem pewna, że mój najnowszy nabytek od Rimmel skusiłby niejedną kobietę. Zobaczcie same jak ten tusz się prezentuje! Dosłownie nie sposób przejść obojętnie obok jego rubinowego opakowania. Osobiście w życiu codziennym staram się dbać o estetykę mojego otoczenia i szczerze przyznaję, że ma to swoje przełożenie na kosmetyki - bardzo często zwracam uwagę na ich design. A trzeba przyznać, że Wonder'full Real prezentuje się naprawdę bardzo ciekawie. 


Działanie: 

Tusz zaskoczył mnie od razu tym, że nie nabierał się w dużej ilości na szczoteczkę. Jest to dość nietypowa sytuacja, ponieważ z reguły jest tak, że gdy otwieramy nową maskarę to jest ona dość rzadka, przez to nabiera się w sporej ilości na szczoteczkę, brudząc przy tym wszystko dookoła, a w najmniejszej ilości zostając na rzęsach. 
W tym przypadku formuła tuszu jest idealna już od pierwszego użycia. Nie skleja rzęs, ale też ich nie pogrubia. Maskara daje dosyć naturalny efekt rozdzielenia, wydłużenia i podkreślenia nawet najmniejszych włosków. Na razie nie dostrzegłam żadnych jej wad. Jestem natomiast ciekawa na jak długo starczy mi ten kosmetyk? O ile pamiętam, Mascara Wonder'full z dodatkiem olejku arganowego nie zadowoliła blogerek pod względem swojej przydatności użytkowania.

Cena: ok. 37zł./11 ml.