25.08.2018

Przegląd kremów do twarzy: Nawilżający żel - krem na dzień Aqua Bomb od Garniera



Witam Was kochane w nowym poście, w którym będę recenzować nawilżający żel - krem na dzień o działaniu antyoksydacyjnym Aqua Bomb od Garniera.
Jestem średnio szczęśliwą posiadaczką tego produktu od ponad roku, co już na wstępie pokazuje, jak chętnie po niego sięgam. Żeby była jasność - wciąż mam pierwszy słoiczek! I nie, nie wyróżnia się on aż tak ponadprzeciętną wydajnością, tylko po prostu niezbyt chętnie nakładam go na twarz.

Czy jest to produkt beznadziejny? 
Z pewnością nie, natomiast dla mnie jest to typowy przeciętniak... :/


_______________________________________________________________

,,Wzbogacony mocą ekstraktów z owoców granatu i amlii, znanych ze swych właściwości antyoksydacyjnych oraz kwasem hialuronowym, silnym nawilżającym składnikiem aktywnym, Aqua Bomb to więcej niż krem nawilżający – to prawdziwa bomba skuteczności, która oferuje wyjątkowe działania: natychmiastowe nawilżenie na 24 h, bardziej promienna i świeża cera. 
Po tygodniu pełna blasku, miękka i gładka skóra. 
Po miesiącu jędrna, zdrowo i młodo wyglądająca twarz."

Skład:  Aqua/Water, Glycerin, Dimethicone, Ceteryl Ethylhexanoate, Alcohol Denat, Ammonium Polycryloyldimethyl Taurate, Hydroxyethylpiperazine Ethane Sulfonic Acid, Phyllanthus Emblica Fruit Extract, Bisabolol, Dimethiconol, Sodium Hyaluronate, Sodium Hydroxide, Punica Granatum Extract/Punica Granatum Fruit Extract, Adenosine, Ascorbyl Glucoside, Disodium EDTA, Isopropyl Myristate, Caprylyl Glycol, Xanthan Gum, Oxothiazolidinecarboxylic Acid, T-Butyl Alcohol, Tocopherol, Phenoxyethanol, Cl 16035/RED 40, Cl 19140/Yellow 5, Linalool, Farnesol, Butylphenyl, Methylpropional, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Parfum/Fragrance.

__________________________________________________________________


Aqua Bomb Super Moisturizing Gel Cream Antioxidant 3-in-1 (25,99zł/50ml.), to krem zamknięty w uroczym, niebieskim słoiczku. Co jak co, ale nie mogę odmówić w tej kwestii Garnierowi pomysłowości. Bardzo podoba mi się design całej serii i wyszło to całkiem zgrabnie. Szkoda tylko, że z zawartością jest już nieco słabiej. Kremowy żel, to lekki nawilżacz, podobny do Hydro Sorbet AA Cosmetics. Oba produkty dają znikome efekty i poleciłabym je do porannej pielęgnacji nastolatek, a nie kobiet z metryką 25+.
Osobiście jestem na NIE!
🚀


Dajcie znać, czy miałyście już okazję używać tego produktu i jak się u Was sprawdził. A może macie godne polecenia produkty drogeryjne do pielęgnacji cery tłustej? 🧐 🧐
 _______________________________________________________


 Generalnie, szykuję się do sporej zmiany w mojej pielęgnacji twarzy. Aktualnie wykańczam wszystkie resztki kremów, jakie posiadam i w niedługim czasie przestawię się na coś zapomnianego. Nie zdradzę Wam jednak jeszcze na jaką markę się zdecyduję, ale na pewno będziecie wiedzieć wszystko, gdy tylko przyjdzie na to pora. :]


11.08.2018

Puder z orzechów i pestek moreli zamiast peelingu?? Orientalny produkt złuszczający Yves Rocher



Być może do przemiany każdego dotkniętego przedmiotu w złoto jeszcze mi daleko, mam jednak wrażenie, że ostatnio moje dłonie wykazują pewien dar. Dar sięgania i tym samym odkrywania niesamowitych produktów, które wydają się być iście ekskluzywnymi.


Przechodząc wielokrotnie obok sklepu Yves Rocher [LINK], nigdy nie zdecydowałam się wejść do środka. Może było to spowodowane wysokimi cenami, może brakiem odpowiedniej reklamy, a może zwyczajnie moja wiedza na temat filozofii marki i jej oferty była zbyt okrojona. Cała sytuacja diametralnie się zmieniła, kiedy to w grudniu zeszłego roku w moje ręce wpadł kalendarz adwentowy Yves Rocher. Wtedy to zaczęłam dokładniej przyglądać się wszystkim produktom, analizować je i porównywać. Moje odczucia były bardzo pozytywne, dlatego też podczas ostatnich zakupów postanowiłam odwiedzić sklep stacjonarny marki, który znajduje się w Centrum Handlowym Atrium Felicity [LINK] na ulicy Wincentego Witosa 32 w Lublinie i wybrać coś odpowiedniego dla siebie. Wybór padł na orientalny peeling do ciała z glinką marokańską.


 Wybór ten był świadomy i przemyślany z dwóch powodów. Po pierwsze, jestem już bardzo znudzona letnimi, świeżymi zapachami kosmetyków. Lato powoli dobiega końca i podświadomie dociera do mnie, że już niedługo będę mogła oddawać się długim jesiennym kąpielom z dodatkiem bardziej subtelnych, cięższych zapachów. Drugim powodem była chęć wyboru mniej znanego i rozpoznawalnego produktu. Robiąc research marki natknęłam się na mnóstwo produktów z kultowej serii Hydra Vegetal czy najnowszej linii Marakuja&Imbir. Szczerze? Miałam już dość czytania o nich. Jestem osobą, która z reguły stara się nie sugerować opinią innych (oczywiście biorę ją pod uwagę), a tym bardziej nie lubię testować kosmetyków oklepanych i dobrze wszystkim znanych. Dlatego właśnie w tym przypadku wybór padł na mniej popularną serię Tradition de Hammam z ,,marokańskiego złota".
_____________________________________________________________________

Niepozorny, mało treściwy peeling okazał się strzałem w dziesiątkę!
Produkt posiada w swoim składzie nie tylko wodę różaną, czy glinkę marokańską, która ma działanie oczyszczające, ale także w 100% biologiczny olejek arganowy, odpowiedzialny m.in. za nawilżenie i regenerację naskórka. 
Działanie złuszczające zapewnia nam puder z orzechów drzewa arganowego oraz pestek moreli.

Pełen skład: Aqua, Glycerin, Prunus Armeniaca Seed Powder, clMethylpropanediol, Coco-Caprylate/Caprate, Moroccan Lava Clay, Argania Spinosa Kernel Oil, Rosa Damascena Flower Water, Argania Spinosa Shell Powder, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Butylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Parfum, Xanthan Gum,MethylParaben, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Phenoxyethanol, Cetereth-33, Ethylparaben, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Propylparaben, Sodium Hydroxide, Tetrasodium EDTA.



Konsystencja produktu jest bardzo subtelna i... oryginalna. Z pełną odpowiedzialnością pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że w niczym nie przypomina drogeryjnych peelingów. Drobinki są niewielkie, tępe, raczej dla tych, którzy oczekują masażu i drenażu ciała, a nie ostrego ścierania naskórka. Produkt ma jednak coś w sobie, czym mnie zauroczył. Być może to ta orientalna nuta zapachowa, która przypomina o swoim relaksującym działaniu? Nie wiem, ale uważam, że kosmetyk jest wart wypróbowania, aby choć raz nacieszyć się jego odmiennością. :)


Cena: 67 zł./150 ml. [LINK]
(obecnie produkt kupicie w cenie promocyjnej 47,90 zł.)

 

30.07.2018

Ostry akcent połączony z delikatnym zapachem tęsknoty... / Calvin Klein Euphoria



Dwie skrajności, dwa światy, dwie natury - słodycz, delikatność i miękkość oraz piekąca ostrość, wytrawność i ziemista ziołowość. Jak dzień i noc. Jak kobieta i mężczyzna. 


Calvin Klein Euphoria [LINK] został wprowadzony na rynek w 2005 roku i właściwie od początku budził wielkie kontrowersje i gorące dyskusje.  
Jedni kochają, czują się uwiedzeni i uzależnieni, inni nie znoszą i nie potrafią pojąć jego fenomenu... 


_____________________________________________________________________

 

Pozory mylą jak zwykle...


Euphoria to był jej pseudonim, naprawdę miała na imię Mary, Linda, Elizabeth. Ćwierć wieku temu występowała na słynnych scenach u boku największych gwiazd country. Ona, jej gitara i hipnotyzujące światło reflektorów. Miała głęboki głos o aksamitnej barwie, mówili o niej „nieoszlifowany diament”. Ten diament jednak nigdy nie dał się oszlifować, a stawał się coraz bardziej chropowaty, aż w końcu stracił cały swój blask. Jak wiele gwiazdek przed nią i wiele po niej, Euphoria dała się ponieść dobrej zabawie i złemu towarzystwu.
W obskurnym domku na peryferiach wspomina tamte czasy. W ustach pomalowanych fuksjową szminką niedbale trzyma papierosa i przegląda stare zdjęcia. Zniszczone włosy nawinęła na wałki, siebie — zawinęła w satynowy szlafrok w kolorze orchidei. Zaniedbane stopy zanurza w futrzany dywan, obok leżą różowe klapki na obcasie. Mały piesek szarpie je zębami. Słychać w tle jej dawną, smętną piosenkę... 

Czy Calvin Klein Euphoria to zapach tęsknoty za czymś wspaniałym, co przeminęło zanim zdążyło nadejść? Za marzeniami, których nigdy nie udało się dogonić?

 I mogłyby te wszystkie emocje pachnieć pięknie, ale... one udają — udają, że się udało.


W pierwszej chwili uderza silny aromat tropikalnego granatu, który płynnie miesza się z wilgotną nutą zieleni, a po chwili rozkwita i uzupełnia swoje akordy o niesamowitą mieszankę wonnego kwiatu lotosu i czarnej orchidei.
Kropka. Pauza. STOP!
Dlaczego??
 Bo tutaj ta świetność Mary się kończy... Nagle czuć zapach tego obskurnego domku na peryferiach wielkiego miasta. Piżmowo - drzewna baza, o której trudno napisać mi coś więcej, pachnie po prostu tanio. 


,,Jest ciemno, w tle migocą ogniki świec, a w kącie stoi pluszowy fotel.
 Zatapiasz się w jego miękkości, delikatnie muskasz dłonią, zamykasz oczy i... zatrzeszczał stary taboret z plastikowym oparciem i syntetyczną skórą obitą dokoła. Eh, pseudoluksus..."


Nuty głowy: granat, tomel
Nuty serca: lotos, czarna orchidea, magnolia azjatycka
Nuty bazy: ambra, czarny fiołek, drzewo mahoniowe, piżmo

Cena: ok. 130-150 zł./30 ml.
lub ok. 200 zł./50 ml.