03.07.2021

Terapeutyczna pielęgnacja z L'occitane

 

Gdy pandemia zamknęła nas w domach, musieliśmy sami radzić sobie ze stresem wywołanym niepewnością jutra, kryzysem gospodarczym i strachem o zdrowie. Gwałtownie wzrosło wówczas zainteresowanie domowymi sposobami na relaks. W internecie wyszukiwane były masowo ćwiczenia, kursy medytacji czy świadomego oddychania. Chcieliśmy zadbać o swoją formę psychiczną i fizyczną. Łazienki zamieniły się w spa, w których można samemu zatroszczyć się o swój dobrostan.

Co więcej, kiedy domy zamieniły się w biura, a świat zawodowy przenikał się z prywatnym, trudniej było przekonać umysł, że zaczyna się czas wolny. Pielęgnacja w tym pomagała - w końcu w biurze nie chodzi się z maską na twarzy... 

Wielu z nas nie pojechało w tamtym roku na wakacje, ale przecież zawsze mogliśmy wejść do łazienki i zanurzyć się w wannie lub stanąć pod prysznicem wśród zapachów, które kojarzyły nam się z ulubionymi kierunkami wyjazdów. Urodowe rytuały pomagają na chwilę uciec od trudnej rzeczywistości i dlatego ich działanie jest tak cenne. Zapach naszych kosmetyków zyskał na znaczeniu, bo znacząco zaczął wpływać na nasz nastrój. 

Lawenda to zdecydowanie nie moje nuty zapachowe. Do tej pory ten aromat kojarzył mi się z szafą babci, w której wisiały papierowe zawieszki mające za zadanie odstraszyć mole i inne insekty. Kiedy jednak dostajesz w prezencie produkty pożądanej marki L'occitane przestajesz wybrzydzać i masz ochotę przetestować wszystko, choćby miało ono niepochlebny aromat zielarski.


Z okazji 40-lecia założenia, by oddać hołd Prowansji, miejscu swych narodzin, L'OCCITANE stworzyło limitowaną edycję kolekcji opartą na najbardziej prowansalskim z kwiatów. Opakowanie limitowanej edycji płynu do kąpieli opatrzone zostało wzorem zainspirowanym polami lawendy, które oglądane z lotu ptaka zdobią wyżyny Górnej Prowansji kolorowymi pasami. Matowa, aluminiowa butelka została zainspirowana metalowymi flakonami zwanymi "estagnon", które wykorzystywane były w Prowansji do przechowywania esencji zapachowych.

Lawenda jest symbolem Prowansji, jej aromatyczny zapach posiada właściwości relaksujące i przynosi uczucie ukojenia. Olejek eteryczny zawarty w płynie do kąpieli pochodzi z Górnej Prowansji i posiada certyfikat Chronionej Nazwy Pochodzenia (P.D.O.). Ten certyfikat jakości przyznawany jest przez ekspertów olejkom eterycznym z Górnej Prowansji, które destylowane są tradycyjnymi metodami z wysokiej jakości lawendy, rosnącej na wysokości powyżej 800 m, w ściśle określonym rejonie geograficznym. L'OCCITANE jest aktywnie zaangażowane w ochronę delikatnej rośliny, jaką jest lawenda, symbol krajobrazów kolorowej, bogatej w historię Prowansji.
Zapach lawendy, zwanej również "niebieskim złotem" przywodzi na myśl suszoną na słońcu pościel lub sielskie letnie dni, te aromaty idealnie wpływają więc na relaks i wyciszenie, nawet jeśli niekoniecznie za nimi przepadamy.


Płyn do kąpieli jest gęsty (czyt. wydajny) i tworzy sztywną pianę, która utrzymuje się przez większą część kąpieli. Skóra po takim spa jest miękka i lekko nawilżona.

Osobiście polecam ten produkt do wieczornej pielęgnacji, zapach lawendy jest wyrazisty, ale nie drażni, uspokaja zmysły, koi nerwy i przede wszystkim wpływa na nasz spokojny sen. Zdecydowanie muszę zapoznać się z innymi lawendowymi produktami marki L'occitane; po pierwszych testach uważam, że są na prawdę godne uwagi!


Cena: 119 zł/500 ml.

 

 

28.06.2021

Ulubieńcy nowej rzeczywistości - maseczki do twarzy


 

W czasie przymusowego zamknięcia w domach, wzrosło zainteresowanie maskami kosmetycznymi. Zaczęliśmy ich używać, bo mieliśmy ku temu czas i warunki. Wiele osób się do nich przekonało, doceniło ich działanie i raczej już z nich nie zrezygnuje, inni dalej nie rozumieją i nie odczuwają potrzeby wykonywania takich zabiegów... A jak jest z Wami??
 

Ja jestem niesamowitą fanką takich wariacji już od kilku lat. Oczywiście w tej dziedzinie również mam swoich ulubieńców, jednak coraz częściej staram się sięgać po nowości z interesującymi składnikami aktywnymi.
Jednym z najbardziej znanych i pożądanych jest zdecydowanie ekstrakt ze śluzu ślimaka, który znalazłam w maseczce koreańskiej marki Purederm by Hebe [KLIK].

Maseczka w płacie ma za zadanie zregenerować, nawilżyć i ukoić wrażliwą skórę twarzy, przywracając skórze blask i naturalne piękno.
Materiał ma prawidłowo wycięte otwory, doskonale przylega do skóry twarzy, a zapach umila jej aplikację. Płachta jest tak nasączona, że aż pływa w ,,ślimaczym śluzie", który wystarcza jeszcze na pokrycie dekoltu i szyi. 
Niestety, praktyka praktyką, a w teorii już nie jest tak kolorowo. Mimo, że maseczka sprawia, że nasza skóra staje się miękka i nawilżona, to nie jest to zasługa śluzu ze ślimaka. Ten składnik znajduje się na siódmej pozycji i jest go zaledwie 1%... Niewiele, jak na produkt, który całą swoją szatę graficzną wręcz krzyczy o tym składniku. No właśnie i to jest kolejny chwyt marketingowy, którym karmią nas marki. Nie oceniajcie produktu po okładce, zanim kupicie - przeanalizujcie skład!

Cena: ok. 5-9 zł.
 

 

13.06.2021

Mascary do rzęs marki Essence

 

Zastanawiałyście się jaka jest obecnie rola makijażu, skoro wciąż wiele z nas pracuj z domu, a w ogólnodostępnych, zamkniętych pomieszczeniach musimy chodzić w maseczce? 

Według mnie jest dwa główne powody, dla których wykonujemy codzienny make-up:

* Po pierwsze w domowym zaciszu makijaż jest czymś, co robimy dla siebie, jeśli jesteśmy umalowane, to czujemy się zadbane. 

* Po drugie make-up to ważny poranny rytuał, który pomaga wejść w tryb ,,praca". 

Oczywiście wspominając o codziennym, domowym makijażu nie mam na myśli tony tapety i pełnego smoky eyes na powiekach. 

Od kiedy nosimy maseczki, przede wszystkim wzrosła rola makijażu oczu - brwi, które są dla nich ramą i rzęs, które przyciągają uwagę.

Osobiście bardzo cieszę się z takiego obrotu spraw, ponieważ ta część twarzy ma dla mnie największą wartość. Jako posiadaczka śniadej cery i jasnego ubarwienia włosków, pomalowane rzęsy w moim przypadku mają ogromne znaczenie. Dodają mojej twarzy wyrazistości i głębi spojrzenia, dlatego czas nowej rzeczywistości wykorzystuję na testowanie kosmetyków z tej kategorii makijażowej. Moje ostatnie dwa wybory to niskopółkowe maskary marki Essence [KLIK].


I Mascara What The Fake:

 Wydłużająca i pogrubiająca mascara o ergonomicznej, migdałowej szczoteczce posiada specjalne nylonowe włoski, które mają zapewnić naszym rzęsom efekt ,,wow". Ja osobiście niespecjalnie lubię się z takimi tradycyjnymi grzebykami, ponieważ zazwyczaj brudzę nimi wszystko dookoła i na koniec muszę wdrożyć etap poprawek. Dodatkowo takie tusze nie robią u mnie jakiegoś spektakularnego efektu i dosyć szybko wysychają.

Jak możecie zauważyć poniżej rzęsy nie są sklejone i nie posiadają grudek, jednak podczas próby nałożenia drugiej warstwy, na włoskach zaczęły tworzyć się ,,pajęcze nóżki". W ciągu dnia nie zauważyłam żadnego odbicia na dolnej linii, aczkolwiek tusz zaczął się kruszyć i osypywać.

 
Cena: ok. 15 zł / 12 ml.
 

 II Mascara You Better Work:

Drugi tusz posiada wodoodporną formułę, dzięki czemu ma on zapewnić trwałość efektu i prawdziwą głębię czerni. 

Pogrubienie i podkręcenie mamy uzyskać dzięki idealnie wyprofilowanej szczoteczce.


 
Grzebyk wygięty w podkowę jest mi zdecydowanie bliższy niż kształt migdała, jednak powtórzę się jeszcze raz: osobiście jestem fanką silikonowych szczoteczek, te tradycyjne, tak jak możecie zobaczyć poniżej, dają bardzo delikatny i subtelny efekt. 
Dodatkowo tusz absolutnie nie spełnia kryterium wodoodporności; przy odrobinie wody lub łez robi się mokry i całkowicie ulega rozpuszczeniu.


Cena: ok. 12 zł /10 ml.
 

 Predyspozycje makijażowe są bardzo różnorodne, tak samo jak różne są nasze rzęsy. Coś co nie sprawdziło się u mnie, nie oznacza, że nie sprawdzi się również u Was... 

Ja w tej dziedzinie zostaję nadal wierna mascarom od Eveline [KLIK] i absolutnie nie zamierzam zmieniać swoich upodobań!