05.11.2019

Wszystko co warto wiedzieć o maskach w płachcie - Goodbye Redness Centella Mask Pack Benton



Nie myślałam, że wrócą jeszcze te piękne, słoneczne dni, którymi obdarowywało nas zeszłoroczne lato, a tu taka niespodzianka! Przyznacie, że zdecydowanie przyjemniej jest mierzyć się z trudami nowego tygodnia, kiedy za oknem panuje iście letnia aura. 
 A jeszcze cudowniej znaleźć w okresie jesiennym czas na pielęgnacyjne rytuały, które wzmocnią warstwę hydrolipidową naszej skóry przez zimą. 


Maski w płachcie działają jak super odżywczy kompres dla naszej skóry. W zależności od rodzaju, tkaniny nasączone są substancjami nawilżającymi, rozświetlającymi, oczyszczającymi, wygładzającymi czy rewitalizującymi.
Wykorzystuje się między innymi ekstrakty z róży, aloesu, mucyny ślimaka, pereł, ryżu, węgla, zielonej herbaty, a nawet wody z lodowca.
____________________________________________________
Kosmetolog radzi:
 
Kupując maski w płachcie, należy wziąć pod uwagę z jakiego materiału są wykonane. Sprawdźmy czy są to włókna sztuczne 
 (m.in. wiskoza) czy syntetyczne (m.in. poliester i poliamid). Lepsze dla naszej skóry są włókna sztuczne. Wbrew nazwie powstają one bowiem ze składników naturalnych.
____________________________________________________ 

 Ceny tych masek są różne, od kilku złotych do nawet 150zł za sztukę. Ja nie kupuję masek droższych niż 20 zł. Nakładam je dwa, czasem trzy razy w tygodniu, więc wydatek na taki jednorazowy rytuał i tak jest dosyć wysoki.
Wokół tego typu produktów krąży wiele mitów, a jeszcze gorszą rzeczą jest fakt, że kobiety używają ich w niepoprawny sposób. Wiecie, że te popularne błędy mogą przyczynić się do tego, że uzyskamy odwrotny efekt? Zamiast skórę nawilżyć zabierzemy z niej wodę!
___________________________________________________
Kosmetolog radzi:
 
Przed nałożeniem maski zawsze, należy wykonać peeling, by składniki aktywne, zawarte w produkcie lepiej się wchłonęły.
____________________________________________________

Jak poprawnie używać masek w płachcie?

 

1. Zaczynamy od demakijażu. Według koreańskiej pielęgnacji demakijaż powinien być dwuetapowy. Najpierw olejek, potem żel na bazie wody. Najlepiej robić demakijaż za pomocą dłoni. Płatki kosmetyczne odchodzą do lamusa. Pocieranie skóry, a już zwłaszcza w złych kierunkach zrobi więcej złego niż dobrego.
2. Nakładamy tonik. I tutaj też polecam zrobić to za pomocą dłoni. Świetną opcją są też toniki z atomizerem. Tonizowanie to coś co powinnyśmy robić po KAŻDYM myciu czy demakijażu. Tonik nie tylko przywraca skórze naturalny współczynnik pH, ale też nawadnia cerę, ujędrnia skórę i przede wszystkim usprawnia wnikanie substancji odżywczych z innych kosmetyków.
3. W końcu możemy nałożyć naszą maskę. Wyjmujemy ją z opakowania, pozbywamy się folii ochronnej (jeśli takowa jest)
 i nakładamy ją na twarz. Ważne jest to, by maska idealnie przylegała do twarzy, pęcherzyki czy załamania powinny zostać zniwelowane. Nie wyrzucajcie opakowania bez dokładnego wyciśnięcia z niego resztek produktu. Wsmarujcie je w szyję, dekolt czy ramiona.
4. Maskę ściągamy po 15-20 minutach. Sugerujemy się czasem podanym na opakowaniu. To ważne! Zapewne część z Was po tych 20 minutach myśli sobie “Aaa co tam! Potrzymam jeszcze chwilę, efekt będzie lepszy, a skóra bardziej nawilżona”. Błąd! Jeśli maskę będziemy trzymać zbyt długo, płachta wyschnie i zacznie wyciągać wilgoć z naszej skóry.
5. Po ściągnięciu płachty, wsmarowujemy okrężnymi ruchami resztki esencji, a następnie nakładamy krem oraz krem przeznaczony do delikatnej skóry wokół oczu. To jest absolutnie konieczne! Pamiętajcie, na masce rytuał pielęgnacyjny się kończy!

Jaką maskę w płachcie polecam?

 

W ostatnim czasie bardzo polubiłam się z maseczką łagodzącą podrażnienia Goodbye Redness Centella Mask Pack 
od Bentona [KLIK].


Oparty na celulozie ekologiczny arkusz Eco-friendly S-Cell Sheet nasączony jest hydrolatem z wąkroty azjatyckiej o działaniu antybakteryjnym, przeciwzapalnym, wspomagającym gojenie się drobnych ranek. Natomiast trójterpenowe składniki wąkroty stymulują skórę właściwą do wytwarzania kolagenu. Maska wzmacnia bowiem ścianki naczyń krwionośnych, co wpływa na zniwelowanie rumienia.
 Maska polecana jest w pielęgnacji skóry odwodnionej, podrażnionej, naczynkowej, z niedoskonałościami.

 Skład: Centella Asiatica Leaf Water, Aqua (Water), Glycerin, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Microcrystalline Cellulose, Centella Asiatica Extract, Sodium Gluconate, Sodium Hyaluronate, Propanediol, Dipotassium Glycyrrhizate, Asiatic Acid, Madecassic Acid, Asiaticoside, Madecassoside, Portulaca Oleracea Extract, Xanthan Gum, Cellulose Gum, Caprylic/Capric Triglyceride, Hydrogenated phosphatidylcholine, 1,2-Hexanediol, Sucrose Stearate, Cetearyl Alcohol.

Testowałam wiele masek, ale ta przypadła mi wyjątkowo do gustu. Moja szara, tłusta i problematyczna cera jest na prawdę wymagająca i po wielu kosmetykach, które mają pomóc w walce z rumieniem i trądzikiem następuje efekt odwrotny, czyli kolejny wysyp niedoskonałości. Jeśli trafię zatem na wyjątkowy produkt, który ukoi moje podrażnienia, to jestem niesamowicie zadowolona.
Nie będę Was czarować, że Goodbye Rednessnie zlikwidował mi osobistych zwiadowców w okolicy żuchwy, co to, to nie! Ale już samo ukojenie i złagodzenie ich zaognienia bardzo mnie usatysfakcjonowało. Zazwyczaj efekty po maskach w płacie nie są widoczne i spektakularne, jednak tutaj dostrzegłam potencjał w słowach producenta. Jego obietnice zostały spełnione, a moja cera ,,wyleczona", jak po dobrej jakości opatrunku. 
Zdecydowanie sięgnę po tę maseczkę jeszcze niejednokrotnie!



3 komentarze:

  1. Ja muszę w końcu wypróbować jakieś maski w płachcie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przydatne porady. Ostatnio rzadko stosuję, ale pamiętam o tym wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń