21.11.2020

Lekkie musy do ciała od Nacomi - czyżby??

 

Długie, jesienne wieczory oraz brak możliwości korzystania z ośrodków kultury czy galerii z pewnością nie wpływają na naszą psychikę motywująco, wręcz przeciwnie; przytłaczają i sprawiają, że czujemy się znacznie gorzej, niż kilka miesięcy temu, kiedy to letnie słońce rekompensowało nam wszelkie niedogodności losu. W okresie jesienno-zimowym zdecydowanie potrzebujemy więcej bodźców budujących naszą przestrzeń. W ostatnim czasie w mojej biblioteczce pojawiło się zatem kilka dodatkowych pozycji książkowych, które wzmocnią moją strefę psychiczną, zaś na toaletce zagościły nowe produkty kosmetyczne, na które zawsze brakowało mi wolnego czasu. Jednymi z nich są delikatne musy do ciała od polskiej marki Nacomi [KLIK].

 

 

Byłabym okropnym kłamcą, gdybym powiedziała, że systematycznie dostarczam swojej skórze dawki nawilżenia. Co to, to nie! Praktycznie kilka razy w tygodniu ganię w myślach samą siebie, za moje niedociągnięcia w sferze pielęgnacji. Nie są to typowe błędy popełniane z lenistwa, a chroniczny brak czasu dla własnego ciała. Mimo, że jestem blogerką kosmetyczną, testującą mnóstwo produktów, to w życiu codziennym jeśli mam do wyboru zaległe prasowanie, a długą kąpiel w wannie, zawsze wybiorę obowiązki domowe. W tej strefie życia jestem absolutną pedantką i kurą domową w jednej osobie. Niestety, ale nawet takie osobniki mają często w swojej głowie pomysł na zmiany! Tak, więc rozpoczęłam akcję regeneracji!



O musach do ciała marki Nacomi słyszałam i czytałam już niejednokrotnie, a opis od producenta tylko potwierdził, że faktycznie chcę je wypróbować.

______________________________________________________________

,,Szybko wchłaniające się, lekkie i cudnie pachnące musy do ciała na bazie masła shea z dodatkiem dwóch olejów naturalnych, jednego rafinowanego i jednego zimnotłoczonego, oraz odmładzającego ekstraktu roślinnego."

______________________________________________________________

Oczywiście wszyscy, którzy mnie znają, nie będą mieć wątpliwości, że moje owocowe wybory mango, banan i kokos nie były przypadkowe. Uwielbiam nuty świeżości i egzotyki; takie aromaty bardzo mnie pobudzają i dodatkowo dodają pozytywnej energii. 

No cóż, ale nie tym razem... O jakież było moje zaskoczenie, kiedy zamiast tropikalnych klimatów poczułam zapach kiepsko zmodyfikowanej chemii i plastiku. Zapachy odrzucające, a na domiar złego ich intensywność oscylowała w granicach powyżej normy. Nie jestem miękką kobietką, która łatwo się poddaje, wytłumaczyłam więc sobie, że skład jest na tyle fantastyczny, że przeboleję te zapachowe niedogodności. 

Niestety, niedogodności pojawiło się dużo więcej... Właściwie to sama nie wiem, czego spodziewałam się po zakupie dwóch opakowań musu opartego na olejach? Na prawdę wierzyłam, że ten produkt będzie lekki i szybko wchłaniający się??  

Hmm... I to jest właśnie kolejny przypadek drogeryjnych fascynacji, które oprócz czystek w naszym portfelu, zostawiają po sobie wielkie rozczarowanie i niesmak.

Musy okazały się niezwykle tłuste i bardzo, ale to bardzo długo wchłaniające. Jedynym sensowym rozwiązaniem było stosowanie ich na mokre ciało zaraz po kąpieli. Ich użytkowanie nie było jednak okupione szczęściem i przyjemnością, dlatego ja na przyszłość będę omijać je szerokim łukiem, nie zważając na turbo promocje i polecenia.

 

24.10.2020

Dzisiejsze blogowanie oczami blogerki sprzed dekady

 

Jeszcze miesiąc temu miałam w głowie totalny mętlik, duchowe wypalenie, rozterki i życiowy bałagan. Zbyt wiele spraw piętrzyło się wokół mnie, abym mogła wszystkie je dopilnować i realizować w sposób odpowiedzialny i godny pochwalenia. Część zamiotłam pod dywan, o wielu zapomniałam, a inne odłożyłam na przyszłość. 

Kwestia bloga gryzła mnie już od pewnego czasu...

Zamknąć ten etap życia? Może jestem już nim zmęczona? A może zwyczajnie już nie czuję fanu, który dawały mi publikowane wpisy jeszcze kilka lat temu? Nie wiem...

Może to dorosłość i inne priorytety, które wysunęły się na plan pierwszy, podświadomie odsunęły moje blogowe ambicje?

Ta strefa w internecie już dawno przestała przypominać dawne blogowanie. Tłumy nastolatek rozpoczęły swoją działalność łowiecką na nowości kosmetyczne, a stare, poczciwe blogerki, dziś są światowymi influencerkami, które wolą publikować wpisy o swoim codziennym życiu, niż o testowanych produktach. Realia sprawiły, że szczere opinie przestały się opłacać, liczy się opłacalność reklamy i kontrowersja, która przyciąga followersów jak magnes. W tej strefie już nie wystarczą ładne zdjęcia i ciekawy wpis. Dzisiaj liczy się ilość kupionych obserwatorów i ciekawy pomysł na image. Im bardziej wykreowany i oryginalny, tym chętniej jest on kupowany przez młode panny, które są zagubione w swojej dorosłości i szukają internetowych inspiracji. Właściwie te nieopierzone nastki są największą potęgą internetu! Nie znające życia małolaty łykną każdy haczyk, który nastawi ubrana w markowe ciuchy, 

z doczepianymi rzęsami i długimi tipsami instagramerka z pożal się wynajętej chaty. Każdy jej ruch jest przemyślany, nagrany sto pięćdziesiąt razy, pod odpowiednim kontem, z właściwym oświetleniem i scenariuszem w ręku. Nic nie jest kwestią przypadku, naturalności i spontaniczności. Krem znanej marki na toaletce, musli zajadane na drugie śniadanie, czy szczoteczki soniczne używane w pielęgnacji wieczornej - wszystko to jest jedną płatną reklamą, którą najchętniej przewinęlibyśmy na ekranie telewizora, a w sieci oglądamy bezkarnie każdego dnia z własnej nieprzymuszonej woli. 

Świat zaczął toczyć się innym torem, być może mniej zrozumiałym i świadomym, ale jakże bogatym i atrakcyjnym. Każda kobieta stała się nagle fit, eko i naturativ, a ja? A ja mentalnie jestem na poziomie dawnego starego youtuba i raczkującego bloggera, na którym swoją działalność prowadziły nieliczne, ale jakże zmobilizowane i aktywne dziewczyny. Dziś to właśnie ich brakuje mi tutaj najbardziej... Pamiętacie relacje z kameralnych spotkań blogerskich, gdzie przedstawicielki firm przyjeżdżały z dalekich krańców Polski, aby przedstawić nowości kosmetyczne marki, którą reprezentują? Dzisiaj liczą się wyłącznie warszawskie eventy z przepychem i dziennikarzami za kotarą. Nikt nie ma odwagi, aby przedstawić swoim obserwatorom kosmetycznych bubli wyjętych pięć minut wcześniej z dna łazienkowej szuflady. Wiecie dlaczego, bo takich nie ma! Każdy dobrze opłacony produkt musi być wychwalony i przedstawiony w największych superlatywach i walorach doskonałości; o wadach nie mówi się na forum wszechświata... Nawet jeśli takowe istnieją, są one pomijane i zamydlone kolejnym kodem zniżkowym, okazją na już i na teraz!

Czy zatem w strefie beauty jest jeszcze miejsce dla blogerek sprzed dekady?

Teoretycznie jest, bo miejsce w internecie jest dla każdego, jednak w praktyce moja wizja internetowej działalności coraz bardziej mija się z dotychczasową falą instabeauty. Moje wyobrażenie miliona wyświetleń zostało spełnione, aczkolwiek nie zmobilizowało mnie do jeszcze bardziej wytężonej i aktywnej pracy, wręcz przeciwnie, zaliczony próg marzeń, uśpił we mnie wszelkie zasoby chęci i obudził wewnętrzną potrzebę zmiany. 

Być może jestem starej daty, a moja naiwność i życiowe priorytety, którymi się kieruje, nie są domeną na rozwój mojego bloga, ale jedno wiem na pewno: nie znajdziecie tutaj obłudy, sztuczności i komercji. Nie będę tworzyła wyidealizowanego teatrzyku, w którym każdy gra swoją wymyśloną rolę. Spróbuję po nowemu, ale według swoich przekonań i racji!



09.08.2020

Zadbaj o szyję i dekolt z Loreal Paris



Bywa, że szyja i dekolt wydają się starsze, niż nasza twarz. 
Dlaczego? 
Po pierwsze często pomijamy te strefy w codziennej rutynie pielęgnacyjnej, a po drugie, skóra na nich jest mniej odporna 
na uszkodzenia i wrażliwsza niż na buzi.


Czym różni się ten obszar od skóry twarzy?

Skóra na dekolcie i szyi jest znacznie cieńsza, ponadto ten rejon jest niemal pozbawiony gruczołów łojowych. Brak odpowiedniego natłuszczenia, a więc bariery ochronnej, prowadzi do przesuszenia skóry, bo jest ona pozbawiona powłoczki hamującej odparowywanie wody z naskórka. Dodatkowo sucha skóra łatwiej ulega podrażnieniom, zarówno tym środowiskowym, 
jak i mechanicznym, np. spowodowanym ocieraniem się tkaniny ubrania. 
Skórę dekoltu, a zwłaszcza szyi, pod względem delikatności można porównać do skóry pod oczami, dlatego podobnie się starzeje. 
Jej cienkość i wiotkość wynika w dużym stopniu z braku podściółki tłuszczowej, która na twarzy jest dość obfita. 

Jak dbać o szyję i dekolt?

Pierwszą, najważniejszą zasadą jest, by codzienny rytuał pielęgnacyjny nie kończył się na twarzy, ale obejmował także szyję i dekolt. Uniwersalnym sposobem jest rozciąganie tych samych zabiegów oczyszczania, tonizowania i nawilżania poniżej naszej twarzy. Stosowanie jednakowych produktów to wystarczająco dobre rozwiązanie, chyba że skóra szyi i dekoltu ma inne potrzeby i źle reaguje na stosowane kosmetyki, wtedy warto sięgnąć po preparaty, które są przeznaczone wyłącznie do pielęgnacji tych okolic. 
Kremy do dekoltu i szyi mają zazwyczaj silniej skoncentrowane składniki anti-aging, dużo bardziej bogatszą konsystencję, 
są niedrażniące i niekomedogenne (nie zatykają porów). Ponadto mogą mieć również w swoim składzie substancje napinające, wypełniające lub liftingujące.
 

Dlaczego zdecydowałam się na przetestowanie kremu przeznaczonego dla kobiet 50+? 

Powód jest niezwykle prosty. Ponieważ uważam, że to nie wiek i cyferki na opakowaniu powinny być wyznacznikiem potencjalnych klientów, a wnikliwa obserwacja stanu naszej skóry. Mam tutaj na myśli, że skóra jednej 30-latki, nie będzie wyglądać tak samo jak skóra drugiej 30-latki. 
Ponadto warto zaznaczyć, że kremy dla dziewczyn w wieku 20+ są delikatniejsze, a ich działanie koncentruje się głównie na nawilżeniu. 
Kosmetyki dla kobiet w wieku 40/50+ mają natomiast bardziej skoncentrowane i bogatsze składy, a ich celem jest zapewnienie skórze efektu liftingu, ujędrnienia i wygładzenia. 
Jeśli mam więc wybierać między tymi dwiema kategoriami wiekowymi, to zdecydowanie bardziej wolę sięgnąć po produkty dla kobiet dojrzałych. Lepiej bowiem zapobiegać, niż walczyć z już widocznymi oznakami starzenia!


Skład: AQUA/WATER • GLYCERIN • DIMETHICONE • ETHYLHEXYL SALICYLATE • NIACINAMIDE • ALCOHOL DENAT. • OCTOCRYLENE • BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE • ISOPROPYL ISOSTEARATE • PHENYLBENZIMI- DAZOLE SULFONIC ACID • OCTYLDODECANOL • ACETYL TRIFLUOROMETHYL- PHENYL VALYLGLYCINE • ALPHA-ISOMETHYL IONONE • AMMONIUM POLYACRYLDIMETHYLTAURAMIDE/AMMONIUM POLYACRYLOYL- DIMETHYL TAURATE • ARACHIDYL ALCOHOL • BEHENYL ALCOHOL • BENZYL ALCOHOL • BENZYL SALICYLATE • C13-14 ISOPARAFFIN • CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE • CAPRYLOYL SALICYLIC ACID • CAPRYLYL GLYCOL • CARBOMER • CETEARYL ALCOHOL • CETEARYL GLUCOSIDE • CETYL ALCOHOL • CI 15985/YELLOW 6 • CI 77891/ TITANIUM DIOXIDE • CITRAL • CITRONELLOL • COUMARIN • DIMETHICONOL • DISODIUM EDTA • DISODIUM STEAROYL GLUTAMATE • FAEX EXTRACT/YEAST EXTRACT • GERANIOL • HYDROLYZED SOY PROTEIN • LAURETH-7 • LIMONENE • LINALOOL • 2-OLEAMIDO-1,3-OCTADECANEDIOL • PANTHENOL • PEG-100 STEARATE • PENTAERYTHRITYL TETRA-DI-T-BUTYL HYDROXYHYDROCINNAMATE • PHENOXYETHANOL • POLYACRYLAMIDE • RETINYL PALMITATE • SILICA • SODIUM ACRYLATES COPOLYMER • SODIUM HYALURONATE • STEARIC ACID • TOCO- PHERYL ACETATE • TRIETHANOLAMINE • PARFUM/FRAGRANCE (F.I.L. B169814/2)

Absolutnie nie podpiszę się pod stwierdzeniem, że skład tego produktu jest godny polecenia, ale akurat jeśli chodzi o szyję i dekolt moja skóra nie jest wymagająca. Nigdy po żadnym kosmetyku nie pojawiły się na niej podrażnienia lub ewentualne wypryski. Testując kremy na ten obszar ciała, zwracam zatem uwagę wyłącznie na rezultaty stosowania, a w tym przypadku muszę zwrócić honor marce Loreal. Owszem mam do tej firmy wiele zarzutów, ale jest to temat na inną historię, modelujący krem do szyi i dekoltu 50+ wyjątkowo mi się podoba!



Po pierwsze produkt jest niezwykle przyjemny w użytkowaniu.
Wygodne, minimalistyczne opakowanie z pompką nie zacina się i idealnie dozuje produkt. 
Po drugie krem ma doskonałą kremowo-budyniową konsystencję, która gładko sunie po skórze i bardzo szybko się wchłania,
 nie pozostawiając przy tym lepkiego filmu. Dodatkowym atutem jest tutaj subtelny, perfumowany zapach, który jest wyznacznikiem piękna i kobiecości.
_____________________________________________________

Widoczne rezultaty:

Podczas stosowania modelującego kremu Loreal zauważyłam znaczną poprawę skóry szyi i dekoltu. Ten obszar stał się bardziej ujędrniony i nawilżony, a wcześniejsze zmarszczki zminimalizowane i spłycone. Nie jest to efekt spektakularny, bo taki mogą przynieść tylko systematyczne zabiegi u kosmetyczki, ale wizualnie skóra wygląda na bardziej zadbaną i promienną. 
Chętnie wypróbuję ten krem również w porannej pielęgnacji twarzy, ponieważ produkt zawiera w swoim składzie filtr SPF 15.

Cena: ok. 25-30 zł/50 ml. [KLIK]