13.06.2021

Mascary do rzęs marki Essence

 

Zastanawiałyście się jaka jest obecnie rola makijażu, skoro wciąż wiele z nas pracuj z domu, a w ogólnodostępnych, zamkniętych pomieszczeniach musimy chodzić w maseczce? 

Według mnie jest dwa główne powody, dla których wykonujemy codzienny make-up:

* Po pierwsze w domowym zaciszu makijaż jest czymś, co robimy dla siebie, jeśli jesteśmy umalowane, to czujemy się zadbane. 

* Po drugie make-up to ważny poranny rytuał, który pomaga wejść w tryb ,,praca". 

Oczywiście wspominając o codziennym, domowym makijażu nie mam na myśli tony tapety i pełnego smoky eyes na powiekach. 

Od kiedy nosimy maseczki, przede wszystkim wzrosła rola makijażu oczu - brwi, które są dla nich ramą i rzęs, które przyciągają uwagę.

Osobiście bardzo cieszę się z takiego obrotu spraw, ponieważ ta część twarzy ma dla mnie największą wartość. Jako posiadaczka śniadej cery i jasnego ubarwienia włosków, pomalowane rzęsy w moim przypadku mają ogromne znaczenie. Dodają mojej twarzy wyrazistości i głębi spojrzenia, dlatego czas nowej rzeczywistości wykorzystuję na testowanie kosmetyków z tej kategorii makijażowej. Moje ostatnie dwa wybory to niskopółkowe maskary marki Essence [KLIK].


I Mascara What The Fake:

 Wydłużająca i pogrubiająca mascara o ergonomicznej, migdałowej szczoteczce posiada specjalne nylonowe włoski, które mają zapewnić naszym rzęsom efekt ,,wow". Ja osobiście niespecjalnie lubię się z takimi tradycyjnymi grzebykami, ponieważ zazwyczaj brudzę nimi wszystko dookoła i na koniec muszę wdrożyć etap poprawek. Dodatkowo takie tusze nie robią u mnie jakiegoś spektakularnego efektu i dosyć szybko wysychają.

Jak możecie zauważyć poniżej rzęsy nie są sklejone i nie posiadają grudek, jednak podczas próby nałożenia drugiej warstwy, na włoskach zaczęły tworzyć się ,,pajęcze nóżki". W ciągu dnia nie zauważyłam żadnego odbicia na dolnej linii, aczkolwiek tusz zaczął się kruszyć i osypywać.

 
Cena: ok. 15 zł / 12 ml.
 

 II Mascara You Better Work:

Drugi tusz posiada wodoodporną formułę, dzięki czemu ma on zapewnić trwałość efektu i prawdziwą głębię czerni. 

Pogrubienie i podkręcenie mamy uzyskać dzięki idealnie wyprofilowanej szczoteczce.


 
Grzebyk wygięty w podkowę jest mi zdecydowanie bliższy niż kształt migdała, jednak powtórzę się jeszcze raz: osobiście jestem fanką silikonowych szczoteczek, te tradycyjne, tak jak możecie zobaczyć poniżej, dają bardzo delikatny i subtelny efekt. 
Dodatkowo tusz absolutnie nie spełnia kryterium wodoodporności; przy odrobinie wody lub łez robi się mokry i całkowicie ulega rozpuszczeniu.


Cena: ok. 12 zł /10 ml.
 

 Predyspozycje makijażowe są bardzo różnorodne, tak samo jak różne są nasze rzęsy. Coś co nie sprawdziło się u mnie, nie oznacza, że nie sprawdzi się również u Was... 

Ja w tej dziedzinie zostaję nadal wierna mascarom od Eveline [KLIK] i absolutnie nie zamierzam zmieniać swoich upodobań!

 

 

6 komentarzy:

  1. Dla mnie pandemia nigdy nie była przeszkodą do makijażu, nawet jak nie wychodziłam z domu :D Co do maskary, jestem do bólu wybredna :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam ich, ale widzę, że warto się zainteresować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam żadnej, ale raczej się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, ale fajny efekt! zainteresuje się nimi. Wiesz, z tym malowaniem to chyba jest tak jak piszesz – z makijażem wchodzisz w tryb "praca" nawet w domu:)
    Pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń